„Całe życie jest próbą zbliżenia się do pewnych sensualnych doznań z dzieciństwa. To udaje się bardzo rzadko, ale warto próbować” – mówi w jednym z wywiadów. Jej twórczość należy chyba uznać za jedną z takich, udanych, prób. Pisze sensualnie, z dużą dozą czułości, ale bez krzty kiczu. Opowiada o pustce i utracie, lecz sprawnie unika prawienia banałów. Choć chętnie wraca na wieś, to nie popada w tanią chłopomanię. Szuka „opowieści, które wykraczają poza biograficzny kontekst i stają się uniwersalne”. Pozostaje osobna. 

 Urszula Honek Fot. Dominik Musiałek

Urszula Honek to poetka i prozaiczka. Urodziła się w roku 1987 w Jaśle. Ukończyła kulturoznawstwo na Uniwersytecie Ignatianum w Krakowie (2012). Za swoją twórczość otrzymała Nagrodę im. Stanisława Barańczaka, Nagrodę Conrada, Nagrodę Fundacji im. Kościelskich oraz nominacje do Międzynarodowej Nagrody Bookera, Nagrody Grand Continent, Nagrody im. Witolda Gombrowicza, Nagrody Literackiej Gdynia czy Paszportu „Polityki”. Jej twórczość jest tłumaczona na wiele języków – w tym: angielski, serbski, niemiecki, arabski, hiszpański czy francuski.

Jako poetka debiutowała w 2016 roku doskonale przyjętym przez krytykę „Sporyszem” (WBPiCAK). Tytuł tomu znakomicie oddaje specyfikę świata, do którego Honek zaprasza swoich czytelników. Sporysz to przetrwalnik grzyba, który osadza się na kłosie zboża. Po zmieleniu działa jak grecki farmakon ­zależnie od sposobu użycia może być zabójczy lub kojący. Tyle samo w nim grozy i „czarnej halucynacji”, co drobnych olśnień i obietnicy zbawienia. Krytycy od początku dostrzegali u Honek wiele podobnych niejednoznaczności. „Jest to jakieś dziwne stylistyczne zwycięstwo – pisał o „Sporyszu” Paweł Kozioł – że mglistą atmosferę autorka zdołała zbudować z rekwizytów mocnych jak ostrze rzeźnickiego noża”. W debiucie poznaliśmy Honek jako poetkę wsi, cielesności, grozy – mistrzynię balansu między szorstkim konkretem a mglistym światem mitu.

W kolejnym tomiku („Pod wezwaniem”, WBPiCAK, 2018) dostrzegano kontynuację tej drogi: „Świat wierszy Honek jest odrealniony, jak u Leśmiana czy Grochowiaka pełen okrutnych, ale i zmysłowych obrazów, wydaje się jednak chwilami zapisem wręcz kronikarskim” – pisała Agata Pyzik, dostrzegając jednocześnie wyraźny pisarski progres autorki. Zdaniem krytyczki „Sporysz” był „bolesnym dziewczęcym Bildungsroman, opisem wchodzenia młodej kobiety w dorosłość, miłość, erotyzm, ból i śmierć”. „Pod wezwaniem” miało być zaś „dziełem (…) bardziej wydestylowanym, pozostawiającym tylko najpotrzebniejsze słowa”, a przede wszystkim zbiorem, w którym Honek porzuca „turpistyczną kwiecistość” oraz rezygnuje z „wielosłowia” i „kuglarskich popisów”. Wszystko to pozwoliło autorce stworzyć książkę będącą bezpretensjonalnym świadectwem „współczucia dla ludzkiej kondycji” i „opłakiwania metafizycznej pustki”.

W podobnym tonie pisano o wydanym w 2021 roku „Zimowaniu” (WBPiCAK). Zbliżony tematycznie do poprzednich tom doceniano za „wyborne budowanie napięcia między żywotnością i martwotą kreowanych przestrzeni”, „odległość od społecznie zaangażowanych nurtów poetyckich” oraz „delikatne i subtelne budowanie melancholijnego nastroju”.

W 2022 roku Urszula Honek była więc uznaną i nagradzaną poetką. Miała swój, wyszlifowany i rozpoznawalny przez czytelników, styl. I właśnie wtedy postanowiła… zostać prozaiczką. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Na kartach debiutanckiego zbioru opowiadań pod tytułem „Białe noce” (Wydawnictwo Czarne, 2022; nominacja do Międzynarodowej Nagrody Bookera) autorka wykorzystuje nabytą przez lata pisania poezji umiejętność obserwacji, budowania nastroju i – przede wszystkim – cyzelowania zdań. Na podstawowym poziomie mamy tu do czynienia z kolejną opowieścią o mieszkańcach prowincji, ich specyficznym „gadaniu”, zmaganiach z przyrodą i nowoczesnością. Poetycki kunszt autorki pozwala jednak uwolnić całość spod jarzma doraźności. W „Białych nocach” widziano uniwersalny poemat „o życiu”, metafizycznej stagnacji i śmierci. Dostrzegano „poetycką dyscyplinę”, „słuch absolutny” autorki i sprawność, z jaką zawiesza puenty, unikając łatwych odpowiedzi na trudne pytania.

Wiele wskazuje na to, że w przypadku projektu realizowanego przez Honek w ramach stypendium artystycznego m.st. Warszawy mamy do czynienia z kolejnym punktem zwrotnym w twórczości pisarki. Tym razem zmiana dotyczy jednak nie tyle rodzaju literackiego, ile miejsca akcji. Na kartach „Świtu” Honek porzuca wieś i zabiera czytelników do małego miasteczka rodem z filmów grozy. Schemat fabuły będzie pewnie sporym zaskoczeniem dla wiernych fanów twórczości autorki. Pogrążona w depresji główna bohaterka przybywa do odziedziczonego domu, w którym zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Znacie to, prawda? Jeśli tak, to czekają was tylko kolejne zaskoczenia. Honek w ciekawy sposób eksperymentuje z formą – wyraźnie nawiązuje do literatury gatunkowej, a jednocześnie pozostaje przy wysokim stylu. Efektem jest coś w rodzaju horroru poetyckiego. 

Adam Woźniak