Rzucić pracę, zamknąć się w domu i jeść xanax? Wsiąknąć w korpożycie na tyle mocno, żeby przegapić nawet własną śmierć? Wejść w konszachty z nie-umarłą kobietą bez nóg? A może po prostu trochę zwolnić, pić rooibosa i opiekować się królikami? W swoich utworach Arek Kowalik opowiada o ludziach, którzy próbują odnaleźć się w czasach epidemii samotności, wszechobecnego uzależnienia od social mediów i zbliżającej się katastrofy klimatycznej. Z sumy ich fetyszów, lęków i marzeń wyłania się obraz płaskiej, a do tego spękanej metafizyki późnego kapitalizmu. Nie znajdziemy u niego zbyt wielu porad na życie, gotowych rozwiązań ani powodów do optymizmu. Jego bohaterowie bywają wprawdzie kontestatorami, ale raczej nieśmiałymi. Takimi, którzy chcieliby obalić kapitalizm, ale trochę się boją. A „jak się boją, to stają i stoją” („Krzaki” z „Dźwięków ptaków”).

 Arek Kowalik Fot. Mikołaj Starzyński

Arek Kowalik urodził się w roku 1991 w Brzegu Dolnym. W roku 2017 ukończył International Managment w Szkole Głównej Handlowej, co z pewnością tłumaczy ponadprzeciętną świadomość ekonomiczną kreowanych przez niego postaci. Następnie zajął się kompletowaniem i szlifowaniem warsztatu pisarskiego. Jest absolwentem Szkoły mistrzów. Studiów technik pisarskich i prezentacji tekstu literackiego na Uniwersytecie Warszawskim (2022) oraz Kursu Pisania Powieści Krakowa Miasta Literatury UNESCO (2023). Debiutował w 2022 roku melancholijnym opowiadaniem „Pelargonie”, które ukazało się na łamach „Tekstualiów”. Opowiadał w nim o starości, zużytej pamięci i trudnościach w relacjach międzypokoleniowych. Potem było dużo szybciej i efektowniej. Opublikowana w 2023 roku przez Biuro Literackie „Bakalarska” to nasycony endorfinami zapis świadomości świeżo zakochanego rapera. Kowalik świetnie naśladował w niej język i rytm życia wielkomiejskiej młodzieży, a przy tym wyraźnie eksperymentował, szukając kompromisu między klasyczną formą opowiadania a jego nowoczesną treścią. 

Podobna różnorodność (rytmu, tonacji, tematów) cechuje partyturę książkowego debiutu Kowalika. Wydane w 2025 roku przez ArtRage „Dźwięki ptaków” to zbiór opowiadań skatalogowanych na wzór kasety muzycznej: jest tu strona A i B, są lekkie ballady, drobne opowiastki filozoficzne, bazarowe opowieści, demoniczne fantazje i – przede wszystkim – emocjonalny rollercoaster. Nominowana do Nagrody im. Witolda Gombrowicza i Nagrody im. Władysława Reymonta, książka była doceniana właśnie za umiejętne łączenie rejestrów – operowanie kulturowym samplingiem, miksowanie klasycyzmu z surrealizmem czy – po prostu – żywy, wiarygodny i urozmaicony język. Podkreślono, że „Dźwięki…”  to „przyprawiający o mdłości” portret „osób z warszawskiej klasy średniej”, a jednocześnie książka przepełniona humorem i „pozwalająca (...) dobrze się bawić” (jak wyżej). Krytycy zgodnie przyznali, że występujące w tekście elementy surrealistyczne umożliwiły autorowi stworzenie jednego z ciekawszych obrazów współczesnej nie-rzeczywistości. Świat debiutu Kowalika to zdecydowanie świat „w wersji demo” (jak wyżej) – miejsce nęcące feerią barw i szerokim wachlarzem możliwości, a zarazem przerażająco przygodne w swym istnieniu.

Sam pisarz dodaje, że książkę można rozumieć także jako próbę zaktualizowania opowieści o męskim doświadczeniu. W tym sensie bohaterowie „Dźwięków…” poszukują przede wszystkim: „Innego rozwiązania. Drogi, na której nie muszą ukrywać swoich emocji i wrażliwości. Bo wcześniej była ona tłamszona do tego stopnia, że jedyną emocją, na jaką taki mężczyzna mógł sobie pozwolić, była złość”.

Większość z tych wątków powraca na kartach powieści pisanej przez autora w ramach stypendium artystycznego m.st. Warszawy. „Kartagena” to w istocie dwie, różniące się stylistycznie i gatunkowo opowieści, które łączy postać głównego bohatera – wydrążonego przez kapitalizm ekspracownika korporacji. Kowalik pyta o sens życia oraz pracy w dobie wszechobecnej optymalizacji, bezlitośnie obśmiewa świat nadętych finansistów i, oczywiście, znów wplata w swoją opowieść elementy surrealistyczne.

Adam Woźniak