Urodził się w 1989 roku. Reżyser i scenarzysta krótkometrażowych filmów fabularnych i dokumentalnych. Absolwent reżyserii w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi. Za krótkometrażowe „Drżenia” w 2018 roku otrzymał Grand Prix na prestiżowym festiwalu we francuskim Clermont-Ferrand, a jego późniejszy film dyplomowy „Krokodyl” (2023) pokazano premierowo w sekcji Tydzień Krytyki (Semaine de la Critique) na festiwalu w Cannes. Jako asystent reżysera Bodzak współrealizował m.in. filmy „Bliscy” Grzegorza Jaroszuka (2020) oraz „Sweat” Magnusa von Horna (2020). Przy tym ostatnim pracował również jako reżyser obsady, za co został nominowany do nagrody im. Weroniki Migoń w 2021 roku. Uczestniczył w warsztatach Talent Village podczas Les Arcs Film Festival w 2018 roku, gdzie wyróżniono projekt jego pełnometrażowego debiutu fabularnego.

 Dawid Bodzak Fot. Tomek Wierzbicki

Zanim Bodzak zrealizował „Drżenia”, w polskim kinie trudno było znaleźć wątki deskorolkowe. Sukces festiwalowy filmu udowodnił, że w rodzimym kontekście można z powodzeniem zrealizować film o skejtach z prawdziwego zdarzenia i nie wypaść nieautentycznie. Na pewno spora w tym zasługa obsady, złożonej z naturszczyków z warszawskiego i łódzkiego środowiska deskorolkarzy, ale też doświadczenia Bodzaka, który zanim trafił na studia do filmówki, kręcił filmy rolkowe i snowboardowe. Realizując „Drżenia”, reżyser kontynuował współpracę z częścią ekipy z tamtych czasów: za zdjęcia odpowiadał Adam Suzin, a za montaż – Kamil Grzybowski. Film spodobał się gremiom jurorskim wielu światowych festiwali. Oprócz wspomnianego Grand Prix w Clermont-Ferrand otrzymał również wyróżnienia m.in. na Guanajuato International Film Festival w Meksyku (2018), IndieLisboa w Portugalii (2018) czy Prague Short Film Festival w Czechach (2019). Od osób, które śledzą polskie produkcje krótkometrażowe, nieraz słyszałem, że to jeden z tych filmów, które zostały w ich pamięci, mimo że od premiery upłynęło kilka dobrych lat.

Zapamiętywalność kina Bodzaka wynika z pewnością ze śmiałego podejścia do form i konwencji. Po „Drżeniach” – filmie o thrillerowej proweniencji – reżyser nawiązywał w „Krokodylu” do giallo, włoskiego nurtu kina grozy. Oba filmy mają w sobie podobny rodzaj napięcia: w pierwszym z nich związane jest ono z burzliwym okresem dojrzewania postaci połączonym z fabularną tajemnicą, w drugim zaś wynika ze skrywanych namiętności głównych bohaterów, dodatkowo potęgowanych niepokojącą muzyką w wykonaniu duetu Teoniki Rożynek i Qby Janickiego. To napięcie nierzadko jest u Bodzaka rozładowywane w scenach gwałtownych, intrygujących wizualnie, eksperymentalnych w formie. Sam reżyser – jak wspomina w rozmowie z Jolantą Karpińską – jest przekonany, że krótkie metraże powinny być przestrzenią ryzyka, prób i poszukiwań.

Wybrane kadry z filmu „Blackout”.

Eksperyment jest też domeną projektu zrealizowanego przez Bodzaka w ramach stypendium artystycznego m.st. Warszawy. Twórca wykorzystuje technologie InfraRed/Night Vision, które pozwalają rejestrować obraz w ciemności. Wszystko po to, żeby zaobserwować zachowania ludzi w mieście w trakcie blackoutu – nagłego odcięcia energii elektrycznej. To sytuacja, która może się wydawać bliska kinu science fiction, ale dla reżysera to jedno z realnych zagrożeń związanych z widmem kryzysu energetycznego. Blackout pozwala też na wiele plastycznych metafor – w ciemności inaczej zaczyna działać ludzka intymność, pojawia się potrzeba bliskości, dochodzi do głosu to, co na co dzień bywa niesłyszalne. W ramach projektu Bodzak zbadał potencjał eksperymentalnych technologii wideo i przeniósł je na grunt pracy z aktorami w miejskich plenerach, czego efektem będzie kolejny film krótkometrażowy w jego dorobku. Zapowiadana produkcja zdaje się przesuwać dotychczasowe granice myślenia o procesie twórczym jeszcze dalej – po filmach fabularnych korzystających z oryginalnych zabiegów formalnych dostaniemy pełnoprawny eksperyment, który może się sprawdzić zarówno na festiwalach filmowych, jak i w galeriach sztuki.

Igor Kierkosz