Paweł Hejbudzki jako dokumentalista ma charakter poszukiwacza, co można było przewidzieć, zanim jeszcze zrealizował swój pierwszy film. Dość powiedzieć, że w dzieciństwie tworzył z kumplami amatorskie słuchowiska, a jako pierwsze studia wybrał ochronę środowiska na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim – nietypowa ścieżka jak na przyszłego filmowca.
Fot. Archiwum prywatne
Urodził się w 1980 roku w Toruniu. Dziś nie tylko działa prężnie jako reżyser i scenarzysta, ale też ma za sobą doświadczenia montażowe oraz producenckie. Podejście do it yourself przetrwało w jego praktyce artystycznej. W trakcie studiów na UWM zaangażował się w działalność studenckiego Radia UWM FM Olsztyn, w którym zajmował się reżyserowaniem i montażem słuchowisk, tym razem na więcej niż amatorskim poziomie. Wtedy też po raz pierwszy na poważniej zetknął się z materią kina, montując filmy eksperymentalne.
Co prawda później trafił do Warszawskiej Szkoły Filmowej, gdzie zdobył oficjalny glejt na bycie reżyserem, ale swoje pierwsze samodzielne krótkometrażówki kręcił jeszcze przed filmówką. W 2006 roku zrealizował półgodzinny dokument „Stan umysłu”, w którym opowiedział o swoich dziadkach, Irenie i Janie Grabowskich. Uchwycił w nim schyłkowy okres życia, podczas którego małe i duże tęsknoty za tym, co utracone, oraz gorzkie podsumowania przeplatają się z odpuszczeniem i codziennymi wspólnymi radościami. Film nagrodzono w ramach toruńskiego Lata Filmów w Konkursie Kina Niezależnego. Do portretowania swojej rodziny Hejbudzki wrócił rok później w filmie „Opłaciłam Ducha Świętego za darmo” – tym razem opowiedział o chorującej na schizofrenię ciotce, która mieszka z synem w niewielkim mieszkaniu.
W 2008 roku w Salonikach w Grecji nakręcił krótki film dokumentalny „Robin bezpańskich psów” o mężczyźnie, który niegdyś współpracował z gwiazdorami Hollywood, a teraz jego życie upływa na pomaganiu zwierzętom. Z kolei w 2013 roku Hejbudzki zaprezentował materiał nagrany podczas Marszu Niepodległości, w trakcie którego podpalono „Tęczę” Julity Wójcik przy Placu Zbawiciela. Film nosi tytuł „Jestem Polakiem” i skupia się na perspektywie rozdartego wewnętrznie, niepewnego swojej tożsamości politycznej młodego chłopaka. Dwa lata później, już w Warszawskiej Szkole Filmowej, Hejbudzki zrealizował swoją niespełna czterdziestominutową fabułę „Charon”. Film, w którym twórca podjął temat aborcji i niepełnosprawności umysłowej, został mocno doceniony na kilku festiwalach, w tym na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, gdzie dostał główną nagrodę w Konkursie Młodego Kina.
Swoje dokumentalistyczne poszukiwania Hejbudzki kontynuował w pełnych metrażach: „Powiedz… tak lub nie” (2020) o matkach i dzieciach z warszawskiej Kliniki Budzik, „Ta, którą kocham” (2023) o Polce mieszkającej w Meksyku, która dowiaduje się, że ma za oceanem rodzeństwo, oraz filmie „Wiraż” (2023) o świecie dziecięcego kartingu zestawionego z oczekiwaniami i problemami rodziców. Ten ostatni film otrzymał nagrodę za zdjęcia Michała Modlingera oraz wyróżnienie jury za reżyserię na Krakowskim Festiwalu Filmowym.
W projekcie zrealizowanym w ramach stypendium artystycznego m.st. Warszawy Hejbudzki dotyka najtrudniejszej i najbardziej kontrowersyjnej historii, z jaką miał do czynienia w swojej karierze twórczej. Scenariusz „Dziewczyny w złotej masce” pokazuje walkę o sprawiedliwość kobiet, które doświadczyły przemocy seksualnej ze strony Bartłomieja M., dawnego aktora i działacza politycznego, a także ich próby poradzenia sobie z traumami. Gotowy film ma przede wszystkim oddawać głos ofiarom i komentować niewydolność polskiego systemu sądownictwa. Najbardziej kontrowersyjnym elementem jest obecność w filmie samego oprawcy. Hejbudzki ma w tym jednak konkretny cel – w „Dziewczynie w złotej masce” chce bowiem rzetelnie nakreślić portret człowieka zdeprawowanego, cynicznego i niebezpiecznego, który wciąż nie może zostać skazany.
Igor Kierkosz