„Chcę pisać tak, żeby moje wiersze były zrozumiałe. Chcę, żeby czytelnik widział konkretnego bohatera, który coś przeżywa. Bo ja, jeśli chodzi o układ wierszy, komponuję na zasadzie nie poetyckiej, a powieściowej – na zasadzie prozy. Chciałbym, żeby czytelnik czytał to od początku do końca, żeby tam była jakaś historia” – mówił w jednym z wywiadów. Co to za „historie”? O czym? Cóż, trochę o tym, jak człowiek „szuka Boga”, a „rozbija się o patyk, obłok, rzekę”? („Mimikra”). Czasem o robotnikach kończących naprawiać światłowód („Kraj”). Najczęściej o „rozedrganym, ranliwym, okaleczonym świecie”. O tym, co prozaiczne, a w co bez pardonu wpełza śmierć.
Fot. Jacek Berg
Łukasz Jarosz to poeta, perkusista, wokalista, autor tekstów piosenek i nauczyciel języka polskiego. Urodził się w roku 1978. Ukończył filologię polską na Uniwersytecie Śląskim. Jest laureatem wielu nagród – w tym Nagrody Poetyckiej im. Wisławy Szymborskiej. Dwa z jego tomików („Świat fizyczny”, Znak, 2014; „Kardonia i Faber”, Biuro Literackie, 2015) były nominowane do Nagrody Literackiej „Nike”. Publikował m.in. w „Harper’s Magazine”, „Tygodniku Powszechnym”, „Gazecie Wyborczej” i „Twórczości”. Jako tekściarz współpracował z zespołami: Lesers Bend, Chaotic Splutter, Mgłowce, Zziajani Porywacze Makowców oraz Baza Ludzi Żywych.
Pierwszą książką poetycką Jarosza była wydana w 2006 roku „Soma” (Biuro Literackie), która została uznana za poetycki debiut roku (Nagroda Złoty Środek Poezji, 2007) oraz „jeden z najlepszych debiutów poetyckich ostatnich lat” (M. Orliński, „Twórczość” 1/2006). W młodzieńczych wierszach Jarosza zaciera się granica między ludzkim a nieludzkim – rzeczywistość „jest w całości cielesna” (tamże) i namacalna. To wiersze o „miłości, seksie, rozstaniu, umieraniu bliskich” (I. Iwasiów, „Nowe Książki” 8/2006) – wiersze do bólu konkretne, pozbawione pretensji do ujawniania ogólnoludzkich prawd, a jednak w jakiś sposób uniwersalne.
Równie ciepło przyjęte zostały kolejne tomy poety. O „Mimikrze” (Biuro Literackie, 2010) pisano, że jest pasjonującą „podróżą w głąb własnej pamięci, a jednocześnie relacją z wyprawy do dalekich krajów i równie odległych czasów”, w której nie ma miejsca na rozpaczliwe wołania i gesty. W „Pełnej krwi” (Znak, 2012) widziano zwrot poety ku (jeszcze) bardziej rozbudowanej fabule (J. Łukasiewicz, „Nowa Dekada Krakowska” 2013/4–5), a w „Kardonii i Faberze” (Biuro Literackie, 2015) dostrzegano coraz częstsze reprezentacje metafizycznego braku. Motyw ten powracał także w recepcji późniejszej twórczości poety. „Autor pielęgnuje w sobie tęsknotę za wyższym porządkiem i stara się nas przekonać, że biologia nie jest jedyną rzeczywistością ani determinantą naszego losu” – pisano o wydanej w 2022 roku „Pełni Robaczego Księżyca” (Wydawnictwo Literackie). Ważne są tu słowo klucz „tęsknota” (a nie jakakolwiek pewność) i dopowiedzenie, że nawet jeśli Jarosz do czegoś „przekonuje”, to nie czyni tego z metafizycznych wyżyn. Raczej z głębi życia.
Żeby powiedzieć coś sensownego o wierszach autora „Mimikry” musielibyśmy zresztą uczynić jeszcze wiele podobnych zastrzeżeń. Powiedzieć, że choć mowa tu o poezji życia, to trop młodopolski byłby absurdalnie chybiony. Że nie obcujemy tu z „nieokiełznanym żywiołem, lecz zbiorem szalenie sugestywnych obrazów, przemawiających za pomocą figury uobecnienia”. Że choć Jarosz nie stroni od eksperymentów, to pozostaje „obojętny na tradycje gier językowych” (tamże). Zamiast efektów specjalnych szuka „metafory przylegającej do świata” (tamże).
W ramach stypendium artystycznego m.st. Warszawy poeta kontynuował te poszukiwania, a – mówiąc konkretniej – pisał wiersze przy użyciu „mózgu, rąk, laptopa i serca”. Efektem jest tomik zatytułowany „Żyjątko” – rzecz o śmierci, czasie, wyobcowaniu, procesie twórczym i przemijaniu – który ukazał się w 2026 roku nakładem Instytutu Mikołowskiego im. Rafała Wojaczka. Podmiot liryczny: „Wstaje, rozgarnia słowa, by dopłynąć do brzegu. / Spisuje śmiech, płacz, gałązkę żeber (…) / Rozpoznaje od nowa oczy, zapachy, / odgłos silnika motorynki za furtką, który jest / tak równomierny, że po chwili wsiąka w ciszę” („Pełne światło”). Pomysł Jarosza jest znów genialnie prosty: „Mówić krótko. Lepić nieważne zdania”, które „i tak osuwają się spod butów jak piach, zanim skoczymy” („Osuwisko”).
Adam Woźniak